piątek, 18 października 2013

Dzień 32.

Nie bylo mnie chwilke, ale już do Was wracam:) Niestety poki co bez zdjęć. Postaram się coś wrzucić, albo jeszcze dzis wieczorem, albo jutro :)

Btw...
Jest dobrze! Nawet bardzo dobrze! Plusy i minusy przedstawiam poniżej.

Minusy: podwyzszony aspat(31,9) i alat(44,7) nieznacznie; nadal wiecznie wysuszone usta; oczy trochę też; co jakis czas jestem mega czerwona na policzkach, moja twarz wyglada jakby byla nawet tak lekko opuchnieta, co widać najbardziej skupiajac wzrok na porach; nadal schodzi skóra z twarzy, zwlaszcza z nosa.

Plusy: twarz dużo gładsza z brody zniknely swinstaw, ktore goscily tu od 2m-cy; nie widać tak zaskórników na nosie; włosy się nie przetłuszczają.

Chociaż plusów jest mniej to i tak jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona, bo jak wiadomo są dni gorsze i dużo dużo lepsze.



http://anime-wallpapers.com/unlisted/autumn-wall-xd.html

środa, 25 września 2013

Dzień 9.


Nie ma tragedii, a zawsze może być gorzej. Staram się podchodzić do tego leczenia bardzo optymistycznie, bo co mi pozostało Chichot

Pryszczolki z początku kuracji w mniejszym lub większym stopniu poznikału, ale pojawiło się parę dodatkowych drobniutkich wyprysków. Dodatkowo trzy afty w jamie ustnej. Nie wiem czy to przez izo czy nie, btw. wcześniej nie miewałam, więc śmiem przypuszczać, że jakiś związek to ma. Może dodatkowo osłabienie organizmu (?), przecież w końcu jesień Mrugnięcie i dont know.
Do równie nie miłych niespodzianek, które niestety od kilku dni mnie dotyczą należy wzmożone wypadanie włosów. Przy moich lichych włosach, dodatkowa strata, nawet kilku włosków jest tragedią. W planach mam już ich podcięcie z nadzieją, że to je trochę wzmocni:) Rozumiem, że problem wypadania włosów dotyczy wielu z Was. Czy stosujecie dodatkowo jakieś suplementy diety? Jak z pielęgnacją? Jaki szampon polecacie?

niedziela, 22 września 2013

Dzień 6


Wczoraj wieczorem wypiłam trzy lampki wina, bałam się trochę... w sumie sama nie wiem czego hmmm, a tak połączenia izo z alko;) nic się takiego nie stało. Raz na tydzień przy sobocie chyba można sobie trochę pofolgować, co?
Czuję się dziś znakomicie.
Co do oczu, muszę już zakraplać, zwłaszcza siedząc przed kompem.
Wyprysków nowych nie przybyło, te co były pomalutku się wysuszają.
Nie mam już takiego zaczerwienienia na twarzy.
Schodzi trochę skóra z nosa, ale poki co minimalnie  Chichot
 
Jeszcze chyba o tym nie pisałam, ale miałam minimalnie zawyżony cholesterol, dlatego z tego względu przeszłam na małą dietkę:/
Odrzuciłam mój ukochany ser (w każdej postaci co jest dla mnie najgorsze), majonez, śmietankę 30%, mięso (wieprzowina, wołowina), wędliny, jaja  Płacz
Jem dużo dużo warzyw, owoców, nabiał tylko ten z niską zaw. tł., ryby (chociaż jeszcze się do tego smaku całkowicie nie przekonałam) - głównie łosoś i dorsz, drób (bez skóry) i drobiowe wędliny. OOO Przekonałam się również, że warzywa pieczone równie dobrze smakują:D i nie trzeba do każdego smażenia używać tony masła:)
Tak wiem wiem poświęciłam się jak cholera, chociaż nie musiałam aż tak. Tak też da się żyć. Wpłynie to pozytywnie nie tylko na wyniki, ale mam nadzieję, że też na moją wagę.  Język

piątek, 20 września 2013

czwarty dzień


Zaczynam czwarty dzień kuracji:)
Dzienna dawka izoteku 40mg (20-0-20), kobieta, 168cm, 71kg.

Na tą chwilę bez zmian. Chociaż.... no nie wiem, albo sobie już wkręcam, albo faktycznie usta jakby gładsze...

Twarz wygląda mniej więcej tak:/




środa, 18 września 2013

Przywitanie + moja skrócona historia ;)


Cześć wszystkim!

Jestem tu nowa. Chciałabym na tym oto blogu opisywać Wam moją walkę z prześladującym mnie trądzikiem oraz moją nadzieję i przygodę z Izotekiem. Będzie również trochę o mnie oraz moim aktualnym żywieniu. 
Zapraszam tu wszystkich zainteresowanych tematem, a co najważniejsze proszę o wyrozumiałość odnośnie moich wpisów.Nie czepiać się stylu pisania, przecinków itd ;)

A propo Izoteku...
...mam wielkie obawy w związku z stosowaniem tak silnego leku, ale w tym momencie nie mam już nic do stracenia. Trądzik już mnie dobija. W tym momencie wysypy są  non toper. Nie ma dnia bez niespodzianki. Najgorsze są te podskórne ropne, które bez obduszania potrafią siedzieć nawet i miesiąc. Niespodzianki co jakiś czas pojawiają się na dekoldzie i przy linii włosów. Pory są widoczne, ale w granicach rozsądku, ponieważ często oczyszczam chociażby nos plasterkami sama w domuJ twarz ciągle się błyszczy. W tym momencie najbardziej zaatakowaną mam brodę, ale i policzki dają w kość ropniakami… Najlepiej sytuacja wygląda z nosem, oj bardzo rzadko coś mi na nim wyłazi. Chociaż jakiś plus :)

Teraz w skrócie o moim leczeniu na przestrzeni lat…

Moją walkę z trądzikiem zaczęłam już w wieku tzw. młodzieńczym, dokładniej ok 16 roku życia. Początkowo nie były to duże zmiany trądzikowe, pojedynczo wyskoczył jakiś pryszcz thats all. W tym czasie stosowałam zewnętrzne środki przeciwtrądzikowe oczywiście przepisane przez dermatologa min. benzacne, niestety trochę przesadziłam z maścią i poparzyłam sobie twarz – na moje szczęście buzia wróciła całkowicie do normy po paru dniach. Później kolejne maści, kremy, żele, toniki. Pomagały na trochę, ale później problem wracał.
Z biegiem czasu osiągnąwszy wiek 19 lat i będąc na wizycie z moim tatą u dermatologa (który swego czasu często chodził), ten stwierdził, że córeczka wdała się w tatusia i ma trądzik różowaty. Szczerze załamało mnie to, ale jak wiadomo lekarzom się zazwyczaj ufa, więc przyjęłam to na klatę i podjęłam się kuracji antybiotykami, początkowo była tetracyklina + rozex. Teraz z biegiem czasu zastanawiam się czy ów Pan doktor stwierdził ten tr. różowaty tylko i wyłącznie ze względu na wygląd twarzy mojego taty oraz po moich zaróżowionych policzkach i kilku pryszczach tu i ówdzie (?). Do tej pory nie rozumiem podejścia niektórych dermatologów do sprawy związanej z trądzikiem:/ Fakt faktem tetracyklina pomogła! Pół roczne leczenie dało efekty i kolejne pół roku miałam spokój. Niestety trądzik znowu powrócił i kolejna półroczna terapia. Po trzech latach branie tetracykliny już nie pomagało tak jak na początku…
Zmiana dermatologa zaowocowała kolejnym stwierdzeniem, że to różowaty i przepisaniem następnego antybiotyku, tym razem tetralysal + rozex + Wit. PP + krem z vit.c (marki SVR, ale nie pamietam już nazwy dokładnej).  Po kuracju tym specyfikiem, którym leczyłam się ok. 2  lat, było leczenie kwasem chyba yellow peel, a poźniej laserem IPL, oczywiście u tej samej dermatolożki. Tu efekty utrzymały się zdecydowanie dłużej. Zabieg sporo mnie kosztował (IPL), a pani C. sporo na mnie zarobiła, ale jak sobie pomyślę to nie żałuję. Naprawdę długi czas był spokój.;)
Ciąża (miałam 25lat)na nowo pokazała problem. Wysypana byłam masakrycznie. Makijaż nic nie pomagał. Nie mogłam stosować żadnych środków doustnych, a kremidła-mazidła same delikatniutkie. Koszmar. Parę osób, w tym mój mąż, próbowało mnie pocieszać, ale ja i tak widziałam whats going on.
Po porodzie i karmieniu piersia – co praktykowałam tylko przez ok. 2miesiące – wybrałam się do kolejnego dermatologa. Miejscowego. W mieście, gdzie mieszkam obecnie. To był dopiero hardcore. „Oczywiście bez dwóch zdań to trądzik różowaty! Ma ktoś w rodzinie?” – mniej więcej to powiedziała pani doktor. Od tego momentu zaczęły się przeboje. Przerabiałam z tą Panią dużo doustnych antybiotyków:/ Oczywiście z limecyklin: tetralysal, z doksycyklin: unibox i doxycyclinum, z erotrymycyny: davercin (tabl. + żel), do tego zawsze miałam przepisywaną Wit. PP, zincas forte oraz rozex. Wszystko było ok tylko podczas brania i dosłownie tydzień dwa po odstawieniu.
Miałam już dosyć eksperymentów na sobie. Ja chciałam mieć po prostu dobrze wyglądającą skórę twarzy. Ostatecznie męczyłam się dosyć długo. Próbowałam nawet kwasów u kosmetyczki, wiem wiem głupi pomysł.

W 2013 roku w moim mieście powstała prywatne centrum medyczne. Na początku moje podejście było -  no jest, ok – jak będę chora na coś to pójdę. W czerwcu tego roku my mom wyczytała w lokalnej gazecie, że mają również dermatologa i zaczęła mnie namawiać. Oczywiście nie byłam przekonana. No bo jak po tych wszystkich doświadczeniach można ufać dermatologowi… Dlatego napisałam do koleżanki z którą kiedyś mieszkałam, a której mama jest prezesem tegoż oto centrum, o jakieś opinie dotyczące pracującej tu dermatolog. Poleciła.
Pierwszą wizytę miałam 15 lipca. Całą moją historię Pani wysłuchała z zainteresowaniem i skupieniem. Po czym powiedziała, że nie jest to trądzik różowaty. Trądzik u mnie jest już trądzikiem o średnim nasileniu, gdybym czekała jeszcze dłużej bez leczenia byłoby coraz gorzej. Dermatolog poruszyła ze mną temat izotroteniny. Oczywiście wytłumaczyła mi cierpliwie wszystko. Przepisała miejscowo DUAL,kazał wszystko dokładnie przemyśleć oraz poczytać w Internecie opinie itd. Jeśli moja decyzja była by na tak, napisała mi wszelkie potrzebne badania (morfologia, ASPAT, ALAT i lipidogram). Musiałam odwiedzić także ginekologa (zaświadczenie o „nie ciąży” i o tym, że stosuję antykoncepcję). Miałam dużo czasu, żeby wszystko na spokojnie przemyśleć. 
 Badania oczywiście wyszły ok. Chociaż na dietę teraz też muszę zwrócić uwagę. Odrzuciłam wszystko co podnosi cholesterol, ponieważ Izotek sam w sobie go podniesie...
Od wczoraj czyli wtorku 17 września zaczęłam kurację. Zobaczymy co będzie się działo dalej.